W Oprawach dziwne rzeczy siÄ™ dziaÅ‚y. W wielkim spichlerzu ubywaÅ‚o jedzenia, a nikt nie mógÅ‚ wyjaÅ›nić, jakim cudem to siÄ™ dzieje. Spichlerz znajdowaÅ‚ siÄ™ niedaleko najwiÄ™kszej chaty wodza i byÅ‚ zamkniÄ™ty, a mimo to ktoÅ› niepostrzeżenie siÄ™ zakradaÅ‚ i żywiÅ‚ na koszt mieszkaÅ„ców. Mówiono, że to leÅ›ne stwory wygÅ‚odniaÅ‚e walczÄ… o każdy dzieÅ„ życia, zaglÄ…dajÄ…c ku ludzkim domostwom. Później zaczÄ™to kojarzyć wydarzenie z powstaniem wielkiej wyrwy. I choć nieliczni przypuszczali, że mieszka tam jakieÅ› Licho, nikt gÅ‚oÅ›no tego nie powiedziaÅ‚. SkÅ‚adali nadal dary Å›wiÄ™tym drzewom liczÄ…c, że bÄ™dzie lepiej. A byÅ‚o czego siÄ™ obawiać. Jednemu gospodarzowi krowa ocieliÅ‚a siÄ™, a cielÄ™ miaÅ‚o dwie gÅ‚owy i urodziÅ‚o siÄ™ nieżywe. Również w zbożu ukazaÅ‚y siÄ™ dziwne Å›lady. MieszkaÅ„cy bali siÄ™. CoÅ› wielkiego zbliżaÅ‚o siÄ™ nieuchronnie…
Przerażenie. Fascynacja. Oczy wiedźmy wściekłe. Nielub trząsł się, nie mogąc wymówić słowa. Zajrzał do chaty Baby, sprowadzając na siebie jej gniew.
– Czego tu szukasz, przybłędo? – syknęła.
– Ja… nie wiedziaÅ‚em… – Nielub obserwowaÅ‚ ciemne postacie przemykajÄ…ce siÄ™ chyÅ‚kiem za plecami wiedźmy. Wiadomo byÅ‚o, że nie majÄ… dobrych zamiarów. Wiedźma powstrzymaÅ‚a je jednak stanowczym ruchem dÅ‚oni.
– Chcesz być pokarmem dla tych żaÅ‚osnych kreatur? – wskazaÅ‚a na przygarbionÄ… postać ze Å›wiecÄ…cymi, żółtymi Å›lepiami. Stwór podkuliÅ‚ ogon i schowaÅ‚ siÄ™ w cieniu drzew. Innie miotaÅ‚y siÄ™ niespokojnie.
– Wybacz, Pani – Nielub pocieszaÅ‚ siÄ™, że jest jeszcze szansa na ocalenie skóry, skoro do tej pory jej nie straciÅ‚. – PrzysÅ‚ano mnie tutaj z Oprawy z proÅ›bÄ… o pomoc.
– Tak – burknęła. – WidziaÅ‚am to we Å›nie. Jak wÄ™drujesz przez puszczÄ™. Dlatego jeszcze żyjesz. MieszkaÅ„cy twojej wioski zaskarbili mój szacunek, jakoż, że opierajÄ… siÄ™ Nowemu, które nadciÄ…ga i od wieków skÅ‚adajÄ… szacunek Pradawnym. Bogowie puszczy nie chcÄ… Kyryi Krystii na tej ziemi i dlatego wysÅ‚ali do Opraw posÅ‚aÅ„ca.
– Jakiego posÅ‚aÅ„ca? – Nielub zapytaÅ‚ ostrożnie, baczÄ…c, by nie rozgniewać Baby.
– ÅšniÅ‚a mi siÄ™ bestia, która przegoni Nowe, ale nie uczyni krzywdy mieszkaÅ„com puszczy, wiernym dawnym obrzÄ™dom. Ukrywa siÄ™ w jamie, daleko pod powierzchniÄ… ziemi, zbiera siÅ‚y na walkÄ™, która niedÅ‚ugo nastÄ…pi. PróbowaÅ‚am odkryć jÄ…, ale skrywa siÄ™ zbyt głęboko, tam, gdzie mój talent nie siÄ™ga.
Wiedźma chrząknęła znacząco. Wiedziała, że wzbudziła ciekawość mężczyzny, ale nie powinna zbyt wiele wyjawiać. Jeszcze nie teraz. Miała w tym swój cel.
– Poczekaj tutaj! – rozkazaÅ‚a. – PrzyrzÄ…dzÄ™ wywar, który zabierzesz do osady.
Odwróciła się na pięcie i weszła do chaty, zatrzaskując za sobą drzwiczki. Nielub pozostał sam. Nie, nie był sam. Rozejrzał się z lękiem. Ujrzał istotę przyczajoną za skałą, przyglądającą się mu pożądliwie. Miała złe oczy i była podobna trochę do nietoperza. Nielub splunął na zły urok i odwrócił się w inną stronę. Po długim czasie z chaty wyszła Baba, trzymając gliniane naczynie.
– Zabierz to do wioski – uÅ›miechnęła siÄ™ ohydnie. – I pod żadnym pozorem nie otwieraj wieczka wczeÅ›niej niż jest to konieczne. JeÅ›li to zrobisz – kontynuowaÅ‚a – stracisz rozum. A nie masz czym szastać – parsknęła widzÄ…c minÄ™ Nieluba.
Podała naczynie mężczyźnie, który przyjął je z czcią i strachem. Nie wiedział, czego się można spodziewać po wiedźmie. Miała ogromną moc.
– Gdy bÄ™dziesz w Oprawach, wylej zawartość naczynia wprost do jamy. Obudzi to istotÄ™, która bÄ™dzie ci posÅ‚uszna i nie zaznasz od nie żadnych krzywd.
Wiedźma uÅ›miechnęła siÄ™ w duchu. ZamierzaÅ‚a zawÅ‚adnąć tajemniczym, prawdopodobnie bezmyÅ›lnym stworzeniem, które wydostanie siÄ™ na powierzchniÄ™. Ten czÅ‚owiek najpewniej zginie. MaÅ‚a strata – kiwnęła rÄ™kÄ….
– Ale… – Nielub miaÅ‚ pewne obawy.
– Nie ma ale! – Baba zmarszczyÅ‚a grube, czarne brwi. – Masz to zrobić! ZostaÅ‚eÅ› naznaczony. Po chwili trochÄ™ Å‚agodniej dodaÅ‚a: – Powodzenia.
NadeszÅ‚o Nowe – opowiadanie
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | następna >>
|