Kraków, maj 2003 roku. Ogień ogarnia Centrum Handlowe Gigant. Rozszalałe płomienie bezskutecznie próbuje opanować niemal dwustu strażaków. Wkrótce w areszcie śledczym przesłuchiwany przez psychiatrę strażak Staszek Zoll snuje niezwykłą historię, która może się okazać rozwiązaniem zagadki pożaru Giganta.
Imperium Rzymskie, lata 54–68. Cesarz Neron zatraca się w uczuciu do Poppei, żony przyjaciela. Gdy miasto niszczy wielki pożar, odważnie dowodzi akcją ratunkową. Rozpoczyna się poszukiwanie winnych. Poppea uważa, że to chrześcijanie rzucili klątwę na cesarską rodzinę.
Co łączy te dwie katastrofy? Czy możliwe, że zagadka współczesnej tragedii sięga czasów starożytnego Rzymu?
Łukasz Orbitowski przy okazji premiery
„Chodź ze mną” w jednym z wywiadów stwierdził, iż został dotknięty swego rodzaju wypaleniem, potrzebą pewnej odskoczni. Jak się okazało, wystarczyło mu kilkanaście miesięcy, by ponownie sięgnąć po pióro. Czy z uszczerbkiem jednak dla jakości jego prozy?
Na początku czytelnika czeka małe zaskoczenie, albowiem wbrew standardom właściwym dla kilku ostatnich powieści krakowskiego literata akcja jego najnowszej publikacji rozgrywa się „dawno, dawno temu w odległej galak…”, no, może nie aż tak daleko, lecz starożytny Rzym to zdecydowanie nowy rodzaj scenerii. Dla
Łukasza Orbitowskiego rzecz jasna, bo chyba trudno o bardziej „eksplorowaną” epokę w popkulturze. Nietypowy jest również obiór głównego bohatera, albowiem choćby od czasów
Sienkiewicza postać Nerona zwykła kojarzyć się w kraju nad Wisłą jednoznacznie źle.
Krakowianin nie byłby jednak sobą, gdyby w pewnym momencie nie zaczął się drażnić z czytelnikiem, najpierw podsuwając mu delikatne poszlaki, następnie zaś rzucając mu wprost w twarz, iż pierwotne domysły były zdecydowanie chybione, jednocześnie przenosząc go w czasie do rzeczywistości tyleż znanej, co już jednak chwilę temu minionej – a mianowicie Krakowa z przełomu lat 90. i 2000.
Autor odnajduje w sobie zwyczajową frajdę w pokpiwaniu z utartych schematów myślowych, szarganiu świętości wszelakiego rodzaju i autoramentu, jak i sprowadzaniu ich do poziomu bruku, jak też nieco nostalgicznego i melancholijnego, acz wyzbytego jednak jakichkolwiek różowych okularów spojrzenia na niedawną polską przeszłość – nieraz siermiężną, niejednokrotnie skłaniającą ku zadumie i pewnemu smutkowi, choć co i rusz przetykaną pewną rubasznością i ciepłem, a nade wszystko niewyzbytą autentyzmu.
„Wróg” Łukasza Orbitowskiego to pomimo początkowej fabularnej podróży w czasie książka absolutnie w stylu krakowskiego pisarza, której autorstwa można się domyśleć nawet pomimo oderwanej okładki. Jest ona niewątpliwie pozycją lżejszą od
„Innej duszy”, choć wciąż adresowaną do bardziej dojrzałego czytelnika.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|