– Ramusi.
Mężczyzna na głos wypowiedział to słowo. Nie wiedział, co znaczy, i nie wiedział, dlaczego je wymówił. Myślał o kobiecie, którą spotykał na molo. Była tajemnicza i zdawała się być nieuchwytna. Jak duch.
PostanowiÅ‚ przejść siÄ™ na spacer. WÅ‚aÅ›ciwie to udaÅ‚ siÄ™ do miejsca, w którym spotykaÅ‚ kobietÄ™. DzieÅ„ byÅ‚ sÅ‚oneczny i ciepÅ‚y, wiÄ™c spodziewaÅ‚ siÄ™ ujrzeć jÄ… tam, gdzie zwykle jÄ… widywaÅ‚. ZawiódÅ‚ siÄ™. Nikogo nie byÅ‚o. Mężczyzna poczuÅ‚ niepokój. CoÅ› siÄ™ zÅ‚ego musiaÅ‚o stać – myÅ›laÅ‚. Nie dopuszczaÅ‚ myÅ›li, że nieznajoma tym razem znalazÅ‚a inne zajÄ™cie. WszedÅ‚ na molo i spojrzaÅ‚ w dal. Tylko bezkresne wody. To wszystko. Zniknęła…
– Ramusi. ByÅ‚eÅ› dla mnie jak syn, ale dopuÅ›ciÅ‚eÅ› siÄ™ zdrady. Twoje postÄ™powanie byÅ‚o nierozważne i haniebne. Musisz ponieść karÄ™.
Cesarz El-Muuhari przestąpił dostojnie podest oddzielający tron od leżącego twarzą do ziemi człowieka.
Młodzieniec był jego ulubieńcem. Inteligentny, dowcipny, miał szansę być najwyższym radcą cesarza. Już teraz zasiadał w Radzie Dwunastu, podległych bezpośrednio królowi i najwyższemu kapłanowi. Bardzo szybko awansował ze zdolnego kupca do rady. Pomagał w rozwoju rolnictwa, nawadnianiu i handlem z krajami na Wschodzie. Mówił językiem dalamejskim i polinyjskim. Jednak uczynek, który popełnił, uniesiony młodzieńczą fantazją, nie mógł obejść się bez echa w Cesarstwie. Został ujęty, gdy wypływał na morze na połów ryb. Pozostawiony przez oblicze cesarza sprawiedliwego, El-Muuhariego, mógł liczyć jedynie na szybką śmierć.
Teraz cesarz patrzył na niego. Przesunął ręką po brodzie, ukrywając wahanie.
– Za rzucenie uroku na DianÄ™, kapÅ‚ankÄ™ Å›wiÄ…tyni bogini Vau, szlachetnÄ… córkÄ™ z rodu El-Muuhari, zostajesz ukarany pozbawieniem jÄ™zyka, abyÅ› swÄ… obÅ‚udnÄ… mowÄ… nie uczyniÅ‚ wiÄ™cej zÅ‚a.
– Za próbÄ™ uprowadzenia wbrew woli kapÅ‚anki oraz próbÄ™ ucieczki i zdradÄ™ Rady Dwunastu i króla zostajesz ukarany skazaniem na Å›mierć w zamÄ™cie pustyni.
Ramusi chciał protestować, ale został pochwycony przez kilku wojowników i rozłożony na marmurowej posadzce pałacu. Siłą otworzono mu usta ostrzem noża. Patrzył przestraszonymi, przekrwionymi oczami na cesarza, ale nie mógł liczyć na litość. Uchwycono mu język i zdecydowanym cięciem ucięto. Z ust gęsto buchnęła krew, zalewając ostrze i cesarską podłogę. Mężczyzna jęczał, dławiąc się krwią. Drgał w konwulsjach. Stracił przytomność.
Tego poranka kobieta wyglÄ…daÅ‚a jeszcze piÄ™kniej. MiaÅ‚a białą, zwiewnÄ… sukniÄ™, odsÅ‚aniajÄ…cÄ… zgrabne Å‚ydki. Ubiór zupeÅ‚nie kontrastowaÅ‚ i nie pasowaÅ‚ do jesiennej, chÅ‚odnej pogody. Mężczyzna byÅ‚ zdziwiony, że nieznajoma nie odczuwa zimna. CiÄ…gle patrzyÅ‚a w dal. WÅ‚osy miaÅ‚a czarne, jeszcze piÄ™kniejsze niż ostatnim razem, zwiÄ…zane w kucyk. PostanowiÅ‚ do niej podejść. Dużo czasu minęło nim znalazÅ‚ siÄ™ blisko niej, na wyciÄ…gniÄ™cie rÄ™ki. PróbowaÅ‚ odezwać siÄ™, lecz coÅ› dÅ‚awiÅ‚o gardÅ‚o. Kobieta nie dostrzegÅ‚a go. PatrzyÅ‚a na wodÄ™, coraz bardziej niespokojnÄ…. Mężczyzna wyciÄ…gnÄ…Å‚ rÄ™kÄ™, aby dotknąć jej ramienia, ale natychmiast jÄ… cofnÄ…Å‚. ByÅ‚oby w tym coÅ› niewÅ‚aÅ›ciwego, nierealnego. BaÅ‚ siÄ™, że kiedy jÄ… dotknie, kobieta zniknie jak poranna mgÅ‚a. Kobieta drgnęła, jakby przebudzajÄ…c siÄ™ ze snu. Tanecznym ruchem przeszÅ‚a obok mężczyzny. PopatrzyÅ‚a na niego tak obojÄ™tnie. Mężczyzna dostrzegÅ‚, że zawahaÅ‚a siÄ™, chcÄ…c coÅ› powiedzieć. On otworzyÅ‚ usta, ale zamarÅ‚ w tej pozycji. Później byÅ‚o już za późno. OdeszÅ‚a. MiaÅ‚a cudowne, nieziemskie oczy koloru pustyni…
Leżeli na posłaniu, obserwując się wzajemnie. Byli nadzy. Kobieta miała mlecznobiałą skórę, tak niespotykaną w dorzeczu Taj-laj. Czarne włosy opadały na ramiona i duże, krągłe piersi. Kobieta zarumieniła się, jakby wstydząc się blasku poranka po zmysłowej, szaleńczej nocy. Współżyli ze sobą pierwszy raz. Nie wiedzieli, że do tego dojdzie. Młodzieniec patrzył poważnie w oczy czarnowłosej kapłanki. Była poświęcona bogini Vau, więc to, co zrobili, było zakazane. Nie żałowali, młodzieniec czule dotykał włosów Diany, która odwdzięczała się pięknym, choć zagadkowym uśmiechem.
– Diano, musimy uciekać do innej krainy.
– Nie martw siÄ™ tym, nikt siÄ™ nie dowie o wczorajszej nocy.
– Jestem przeklÄ™ty – Ramusi uÅ›miechnÄ…Å‚ siÄ™ smutnie. – To teraz nie jest mój kraj.
– Nikt o niczym siÄ™ nie dowie – powtórzyÅ‚a Diana.
Wstała z posłania, podeszła do młodzieńca, który patrzył w nią zaczarowany. Pocałowała go i nakładając w pośpiechu jedwabną suknię udała się do wyjścia.
– Nikt siÄ™ nie dowie – Ramusi wmawiaÅ‚ sobie, obserwujÄ…c oddalajÄ…cÄ… siÄ™ DianÄ™. Na chwilÄ™ odwróciÅ‚a gÅ‚owÄ™, patrzÄ…c na niego zalotnie.
Nie wiedzieli oboje, jak bardzo siÄ™ mylili…
Oczy koloru pustyni – opowiadanie
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | następna >>
|