JapoÅ„ska kinematografia zalicza siÄ™ do najpÅ‚odniejszych na Å›wiecie, od niemal samego poczÄ…tku plasujÄ…c siÄ™ w czołówce paÅ„stw o najwiÄ™kszym dorobku filmowym. Jak rzadko kiedy jednak za iloÅ›ciÄ… poszÅ‚a jakość – a przypadki Indii czy Kenii dowodzÄ…, że zasada jest jednak inna – której symbolem staÅ‚ siÄ™ chociażby Akira Kurosawa, lecz sprowadzenie dorobku Nipponu do tego bynajmniej nie najbardziej cenionego przez samych JapoÅ„czyków reżysera byÅ‚oby krzywdzÄ…ce. Jest to jednak kinematografia specyficzna, która na pewnym etapie swych dziejów wyksztaÅ‚ciÅ‚a zawód benshiego (弁士), czyli „sprawozdawcÄ™” kinowego z wydarzeÅ„ prezentowanych na ekranie. Kto wie, może to jest źródÅ‚o niezwykÅ‚ej popularnoÅ›ci w Kraju WschodzÄ…cego SÅ‚oÅ„ca tzw. powieÅ›ci wizualnych, jak też pÅ‚odnoÅ›ci tamtejszej kultury w tym zakresie?
Przedstawicielem tego gatunku jest
Echo Tokyo: An Intro, stanowiÄ…ce zresztÄ… – zgodnie z podtytuÅ‚em – wstÄ™p do wiÄ™kszej opowieÅ›ci, która stopniowo bÄ™dzie uzupeÅ‚niana. W trakcie rozgrywki Å›ledzimy losy dwóch postaci – jednej mÄ™skiej i rzecz jasna jednej żeÅ„skiej – przy czym mamy (bardzo ograniczony, zresztÄ…) wpÅ‚yw na losy jednej z nich.
|
|
|
To nie jest produkcja dla dzieci
|
Akcja produkcji rozgrywa się w przyszłości, trudnej do bezpośredniego ulokowania, nie stanowiącej jednak zbyt odległej wariacji znanej nam codzienności. Jest to świat z wciąż obecną biedą i niesprawiedliwością, może zresztą nawet w większym zakresie niż teraźniejszość użytkownika.
Mamy do czynienia ze światem stechnicyzowanym, bardzo lekko sobie ceniącym ludzkie życie, stanowiące dobro zbywające, a w konsekwencji zdatne do poświęcenia. Cierpienie innego człowieka nie ma więc żadnego znaczenia, jeśli tylko dzięki temu możliwe jest osiągnięcie choć minimalnego postępu technologicznego.
Jak to jednak w Kraju Kwitnącej Wiśni, świat techniki przenika się ze światem magii, przy czym w przypadku
Echo Tokyo: An Intro nie jest to bynajmniej tylko przenośnia. Trzeba jednak wykazać odrobinę wysiłku, by dać sobie szansę spostrzeżenia tej ostatniej.
Gra jest utrzymana w bardzo estetycznej oprawie audiowizualnej, pozytywnie także należy ocenić efekty pracy aktorów głosowych. Jak zwykle jednak w przypadku Japończyków bywa, nie obejdzie się bez odrobiny nieco dziwacznej erotyki, choć jak na standardy tych Wysp jest ona dość powściągliwa.
Echo Tokyo: An Intro to produkcja, którą warto nabyć jedynie w warunkach przeceny. Rzutuje na to jednak jej dość niecodzienna jak na gatunek krótkość, jeśli idzie bowiem czy to o prezentowaną historię, czy też jakość wykonania, to plasuje się ona powyżej stanów średnich.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|