TrwajÄ…cy setki lat bój z myÅ›lÄ…cymi maszynami wkracza w ostatnie stadium. Omnius – demoniczny komputerowy wszechumysÅ‚ – oraz sÅ‚użący mu Tytani i roboty z Zsynchronizowanych Åšwiatów nieubÅ‚aganie zyskujÄ… przewagÄ™, wykorzystujÄ…c wady rodzaju ludzkiego. OstatniÄ… nadziejÄ… mieszkaÅ„ców Ligi Szlachetnych i Niezrzeszonych Planet sÄ… wojskowy przywódca Xavier Harkonnen, jego narzeczona Serena Butler i bÅ‚yskotliwy naukowiec Tio Holtzman. Brutalnej sile maszyn ludzie mogÄ… przeciwstawić jedynie nieograniczonÄ… wyobraźniÄ™, dar współczucia, wrodzony geniusz oraz niegasnÄ…ce nadziejÄ™ i miÅ‚ość. To musi wystarczyć.
Tymczasem na odlegÅ‚ej, niemal zapomnianej planecie Arrakis kupcy odkrywajÄ… dobrodziejstwo nieznanej przyprawy – melanżu...
Cykl
Diuny jest niewÄ…tpliwie klasykÄ… gatunku literatury science–fiction, nazwisko jego twórcy zaÅ› –
Franka Herberta – zalicza siÄ™ do najwiÄ™kszych, stawiajÄ…c w jednym szeregu chociażby z
Philipem K. Dickiem czy
UrsulÄ… K. Le Guin. Co wiÄ™cej, niewÄ…tpliwy sukces literacki przyniósÅ‚ za sobÄ… – co bynajmniej wcale regułą nie jest – sukces finansowy, w konsekwencji czego wspomniany pisarz zostawiÅ‚ swym spadkobiercom bardzo szacownÄ… schedÄ™ w spadku. A nie od dziÅ› wiadomo, iż apetyt roÅ›nie w miarÄ™ jedzenia. I choć historia zna klany noblistów, to raczej zwykÅ‚y one reprezentować nauki Å›cisÅ‚e, w przypadku zaÅ› humanistyki popularne porzekadÅ‚o gÅ‚osi, iż po wydaniu geniusza natura musi trochÄ™ odpocząć. Dlatego też ze sporymi obawami siÄ™gaÅ‚em po
„Dżihad butleriaÅ„ski”, bÄ™dÄ…cy prequelem do wielkiej sagi
Franka Herberta.
Najstarszy syn pomysÅ‚odawcy losów Paula Atrydy i jego potomków –
Brian Herbert – chyba Å›wiadom skali zadania, na które chce siÄ™ porwać, dobraÅ‚ sobie do pomocy (a może przeciwnie, postanowiÅ‚ tylko wesprzeć i firmować swym nazwiskiem)
Kevina J. Andersona, znanego głównie z szeregu powieści, których akcja rozwija się w uniwersum
Gwiezdnych Wojen. Wzbudziło to moją nieufność, bowiem świadczy to o tym, iż żaden ze współautorów nie czuł się na siłach samodzielnie zmierzyć się z dziedzictwem
Herberta seniora, snuć własnej wizji.
Bo to właśnie wizji najbardziej brakuje
„Dżihadowi butleriaÅ„skiemu”, głębi snutych refleksji! Niejednokrotnie bowiem autorowi
„Diuny” zarzucano wrÄ™cz jej przesycenie różnymi autorskimi rozważaniami, podczas gdy czytelnik wrÄ™cz usychaÅ‚ z tÄ™sknoty za dalszym rozwojem akcji (pamiÄ™tać bowiem należy, iż książka ta wÅ‚aÅ›ciwie byÅ‚a tylko rozbudowanym referatem, który
Herbert–naukowiec postanowiÅ‚ pod wpÅ‚ywem impulsu poÅ›wiÄ™cić zagadnieniu mesjanizmu). Czasami niby twórcy
„Dżihadu butleriaÅ„skiego” próbujÄ… poruszyć jakieÅ› poważniejsze zagadnienie, ale szybko w tym zatrzymujÄ… siÄ™, co sprawia wrażenie, jakby miaÅ‚ to być li tylko przestój sÅ‚użący odsapniÄ™ciu przez czytelnika od nieustannej pogoni za fabułą, co czyni tÄ… ostatniÄ… dość pÅ‚ytkÄ…, by nie powiedzieć pÅ‚askÄ….
Nie znaczy to jednak wcale, iż recenzowanÄ… pozycjÄ™ czyta siÄ™ źle tudzież bez wielkiego zaciekawienia. Jako przedstawiciel podgatunku space–opery
„Dżihad butleriaÅ„ski” wypada caÅ‚kiem nieźle, z pewnoÅ›ciÄ… dla wielu grafomaÅ„skich pseudopisarzy przedstawia on sobÄ… absolutnie niedosiężny poziom. Mimo swych dość pokaźnych rozmiarów lektura siÄ™ nie dÅ‚uży i szybko osiÄ…ga kres w postaci tylnej okÅ‚adki.
Niestety oprócz bÅ‚ahoÅ›ci lista grzechów popeÅ‚nionych przez autorów jest dÅ‚uższa. AbstrahujÄ…c już od dość trywialnych wpadek bÄ™dÄ…cych objawem klasycznej ignorancji czy lekceważenia wobec praw fizyki („wybuchy rozeszÅ‚y siÄ™ echem w przestrzeni kosmicznej”) za rażące należy uznać nielogicznoÅ›ci w fabule – przez co caÅ‚ość traci na realiźmie i czyni opowieść zanadto lekkÄ… (choć nie na tyle lekkÄ…, bym danÄ… pozycjÄ™ zaleciÅ‚ rodzicom jako prezent na urodziny dla pociechy–ucznia szkoÅ‚y podstawowej, o czym zresztÄ… winna ich przekonać okÅ‚adka, bÄ™dÄ…ca zresztÄ… typowym przejawem marketingowej zasady „sex sells”, gdyż nie ma ona absolutnie żadnego zwiÄ…zku z fabułą).
Od strony technicznej wydaniu książki wydawnictwu
REBIS – może poza wspomnianÄ… okÅ‚adkÄ… – nie można niczego zarzucić. Papier jest przyjemny w dotyku, ukÅ‚ad graficzny i skÅ‚ad jest estetyczny, nie przypominam też sobie absolutnie żadnej literówki.
„Dżihad butleriaÅ„ski” nie dorasta klasÄ… pierwotnemu cyklowi i z pewnoÅ›ciÄ… wielu fanów Å›wiata Muad’Diba poczuje rozczarowanie po jego lekturze. Wiele jednak zależy tutaj od nastawienia, jeÅ›li zaÅ› introspekcje
Franka Herberta były dla czytelnika
„Diuny” i nastÄ™pnych części mÄ™czÄ…ce, to może on być bardzo ukontentowany po przeczytaniu
„Dżihadu”. I choć sam zaliczam siÄ™ raczej do miÅ‚oÅ›ników sposobu
Herberta seniora, to wiem, iż niewątpliwie sięgnę po
„KrucjatÄ™ maszyn” – kontynuacjÄ™ recenzowanej pozycji – gdy zostanie ona w Polsce opublikowana.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|