Komendant Sam Vimes ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork miaÅ‚ wszystko.Ale teraz wróciÅ‚ do swojej wÅ‚asnej, twardej i ostrej przeszÅ‚oÅ›ci, pozbawiony nawet ubrania, które miaÅ‚ na sobie, gdy uderzyÅ‚a bÅ‚yskawica. Å»ycie w przeszÅ‚oÅ›ci jest trudne. Åšmierć w przeszÅ‚oÅ›ci jest niezwykle Å‚atwa. Musi jednak przeżyć, by wykonać swojÄ… robotÄ™. Ma wyÅ›ledzić mordercÄ™, nauczyć swoje mÅ‚odsze ja, jak być dobrym glinÄ…, i zmienić rezultat krwawej rewolucji. Jest też pewien problem: jeÅ›li wygra, straci żonÄ™, straci dziecko, straci przyszÅ‚ość. Dyskowa „Opowieść o jednym mieÅ›cie”, z peÅ‚nym zespoÅ‚em ulicznych urwisów, dam negocjowalnego afektu, rebeliantów, tajnej policji i innych dzieci rewolucji. Prawda! Sprawiedliwość! Wolność! I Jajko Na Twardo!
Zawsze mnie zastanawiało, skąd pomysły czerpią wszelkiej maści twórcy, jak to czynią, iż potrafią zaskoczyć odbiorcę zupełnie nieprzewidywalnym i oryginalnym konceptem. I choć wszelakiego autoramentu eksperci i specjaliści skłonni byliby udzielić dziesiątek, a może i setek odpowiedzi, co tylko dezawuuje większość z nich. Niestety wskazać można i argumenty przemawiające na rzecz tezy, iż ludzka pomysłowość nie jest nieograniczona, zaś jej zakres jest jednak ograniczony. Jednym z takich dowodów jest
„Straż nocna” autorstwa
Terry’ego Pratchetta.
Cykl poświęcony straży miejskiej Ankh-Morpork zaczął się już ewidentnie wyczerpywać, konieczne było wydelegowanie jej wyróżniających się funkcjonariuszy do Űberwaldu, po to by odkryć, iż tam są oni równie bezkonkurencyjni w starciu ze światem (nawet tak specyficznym, jak
Åšwiat Dysku), a przez to rutynowi i popadajÄ…cy w nudÄ™. PomysÅ‚ wiÄ™c na odÅ›wieżenie tego wÄ…tku byÅ‚ tyleż prosty, co... nie, niestety nie genialny, a wrÄ™cz przeciwnie, oklepany do bólu. Otóż angielski pisarz postanowiÅ‚ wysÅ‚ać ulubieÅ„ca milionów – sir Samuela Vimesa – w podróż w czasie do okresu jego poczÄ…tków w mundurze strażnika, i to jak najbardziej dosÅ‚ownie.
Uczciwie muszę przyznać, że
„Straż nocnÄ…” czyta siÄ™ dobrze, a to z tego wzglÄ™du, że można w niej odnaleźć klimat pierwszej książki przedstawiajÄ…cej Vimesa, Colona czy Nobby’ego zatytuÅ‚owanej
„Straż! Straż!”. Ulice sÄ… wiÄ™c brudne, wokoÅ‚o panuje nieporzÄ…dek, a do wiÄ™kszoÅ›ci uliczek lepiej siÄ™ nie zapuszczać, nawet w uzbrojonym towarzystwie. Ot, stare dobre czasy.
Obraz ten psuje niestety po trosze sam Vimes, który bynajmniej żadnej amnezji nie doznaje i korzystajÄ…c ze swego wielkiego doÅ›wiadczenia – jak i zwykÅ‚ej pamiÄ™ci faktów dlaÅ„ historycznych, ale jeszcze nie dla otoczenia – jest zawsze co najmniej o pół kroku przed wydarzeniami. Czytelnik wÅ‚aÅ›ciwie ani przez moment nie ma możliwoÅ›ci pomyÅ›leć z obawÄ… o dalszym rozwoju wydarzeÅ„, nawet w porównaniu do innych książek z cyklu.
DecydujÄ…c siÄ™ na tak brutalnÄ… deus ex machina, jakÄ… jest przeniesienie bohatera w czasie,
Pratchett niestety nie wykorzystaÅ‚ potencjaÅ‚u wiecznie siÄ™ skrywajÄ…cego za tym pomysÅ‚em. Ot, wpÅ‚yw głównego schwarzcharakteru (paradoksalnie chyba obdarzonego jednÄ… z najmroczniejszych duszy wÅ›ród wszystkich postaci wykreowanych przez Anglika) na bieg wydarzeÅ„ jest zaskakujÄ…co niewielki, jego rola sprowadza siÄ™ raczej do „przeszkadzania” Vimesowi, niźli samodzielnego kreowania wydarzeÅ„. Klimat książki może jest przez to zdrowszy, acz uważam, że ze stratÄ… dla jej klasy.
„Straż nocna” jest wyraźnÄ… oznakÄ…, że
Åšwiat Dysku potrzebuje rewolucji, w odmiennym bowiem razie utraci jeden ze swych najwiÄ™kszych atutów – zdolność zaskoczenia czytelnika zupeÅ‚nie nieprzewidywalnymi sytuacjami. Pewne nadzieje ku temu żywiÅ‚em po lekturze
„ZÅ‚odzieja czasu”, niestety szybko zostaÅ‚em ich pozbawiony lekturÄ… recenzowanej pozycji,
Pratchettowi chyba zabrakÅ‚o odwagi, by „pójść za ciosem”.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|